Przeskocz do treści
Katarynki
Inne

Katarynki

Warto – jak dziecko – obserwować życie i się nim zachwycać. Warto marzyć, bo nigdy nie wiadomo kiedy świat i ludzie pomogą im się urzeczywistnić. Przekona Was o tym Katarzyna Miarczyńska – gość najbliższego Salonu Poetyckiego Beaty Anny Symołon – SABAS. Zaglądnijcie do Piwnic Dworku w poniedziałek 6 marca o godz. 18.00. Wstęp wolny.

Katarzyna Miarczyńska zaprezentuje tomik pt. „Katarynki”. Oprawę muzyczną zapewni Piotr Kłeczek.

– Poetka rodem z Chrzanowa ma w małym paluszku poetycki warsztat, umie, gdy trzeba operować piosenkową formą, a gdy tego wymaga dobro wiersza – stosować Norwidową (czy awangardową, co na jedno wychodzi) poetykę przemilczenia i niedomówień, która często więcej mówi wytrawnemu czytelnikowi niż przegadanie – tak Józef Baran rekomenduje autorkę, która będzie gościem najbliższego Salonu Poetyckiego Beaty Anny Symołon SABAS.

– Przekorny tytuł – Katarynki – należy przyjąć z przymrużeniem oka. Nie są to poetyckie „katarynki”, jakkolwiek daje się w tych wierszach odczuć miłe dla serca sentymenty i klimaty podwórkowej katarynki. Mnie one również zauroczyły, dlatego z miłą chęcią zgodziłem się tom zarekomendować – dodaje Józef Baran.

Katarzyna Miarczyńska – sama o sobie:

„Wiersze w moim życiu pojawiły się za sprawą Babci, która pisała je na okoliczności rodzinne. Być może od tego wszystko się zaczęło… Początkowo słowa układały się w rymowanki, mały zeszycik zapełniał się śmiesznymi tekstami z życia, a z czasem zniknęły rymy i powstały wiersze białe, dłuższe i dojrzalsze. Wyprawy do Krakowa i spotkania z poetami Koła Młodych i chrzanowskiego CUMULUSA owocują nowymi wierszami i coraz bliżej do poezji. Nie zawsze wiersz to tekst napisany za pierwszym razem tak od jednego pochylenia się nad kartką ,bywa że powstaje w tłumie ludzi w tramwaju, kiedy indziej budzi mnie nocą i nie daje spać … Czasem trzeba dni, tygodni by powstał i zaczął żyć własnym życiem . Tematy przychodzą same z obserwacji ulicy, ludzi i zdarzeń, z opowieści i snów… Moje zainteresowanie sztuką i kontakty z twórcami nie pozostają też bez znaczenia, i tak powstają teksty inspirowane np. malarstwem Salvadora Dali i Fridy. Obserwuję życie i jak dziecko wciąż potrafię się dziwić i zachwycać. O własnym tomiku zaczęłam marzyć w liceum i choć to trwało… warto marzyć, bo nigdy nie wiadomo kiedy świat i ludzie pomogą im się urzeczywistnić.
Mój debiutancki tomik „Na kocich łapach” ujrzał światło dzienne w 2007 roku. W 2016 roku pojawiły się „KATARYNKI”.
Nie zakopujcie w sobie marzeń , bo one dodają nam skrzydeł… czego i Wam z całego serca życzę.